Skarb Kibica 2017/2018 – Rosyjski promyk nadziei

Autor: Krzysztof Sachmata, Opublikowano:
klimov

Rosja nigdy nie była wielką potęgą w skokach narciarskich, aczkolwiek w przeszłości niejednokrotnie reprezentanci tego kraju potrafili pokazywać się z dobrej strony. Wspomnienia z poprzedniej zimy oraz minionego lata dają powody ku temu, by myśleć, że zima 2017/2018 może być dla Rosjan całkiem niezła.

Pisząc o tej nacji, warto przyjrzeć się historii reprezentacji Związku Radzieckiego i jej najważniejszym reprezentantom. W tym roku na zawsze pożegnaliśmy Nikołaja Kamieńskiego, który w sezonie 1955/1956 wygrał Turniej Czterech Skoczni. Na mistrzostwach świata ZSRR też miało swoje sukcesy. Garij Napałkow do dziś jest wspominany przez komentatorów przed każdym światowym czempionatem jako jeden z wąskiego grona skoczków, którzy podczas jednych mistrzostw świata zdobył dwa złote medale indywidualne. Radziecki skoczek dokonał tej sztuki w 1970 roku w Wysokich Tatrach. A co z Igrzyskami Olimpijskimi? Jeden medal jest i to na dodatek złoty. W 1968 roku w Grenoble Wladimir Biełousow triumfował na skoczni dużej.

Drużyna Rosji nigdy nie nawiązała sukcesami do swoich radzieckich przodków. Dorobek medalowy na wielkich imprezach jest pusty, choć szanse były. Jednak w Pucharze Świata można mówić o lepszych wynikach. Te były szczególnie dobre, gdy pierwszym trenerem tej reprezentacji został Wolfgang Steiert, który trenował Sborną w latach 2004-2010. W tym okresie Dmitrij Wasiljew pokazał, że jest w stanie wskoczyć do światowej czołówki bez żadnych „wspomagaczy”. Dobre wyniki potrafili zanotować także Dmitrij Ipatow i Denis Korniłow. Raz na jakiś czas umiał zaskoczyć Ilja Roslijakow. Niestety w pewnym momencie machina zacięła się zupełnie. Wasiljew nękany kontuzjami, przeciętny Korniłow, zupełnie posypany Ipatow. Na domiar złego świetnie zapowiadająca się kariera Pawła Karelina skończyła się w najgorszy możliwy sposób – śmiercią. Minęło już 6 lat, odkąd 21-latek zginął w wypadku samochodowym. Po zwolnieniu Steirta Rosjanie próbowali trenować pod okiem swoich trenerów. Po jakimś czasie postanowili jednak ponownie zaufać komuś zza granicy. A że Matjaz Zupan zupełnie się nie sprawdził. W takim przypadku wrócił pomysł do forsowania rodaków. I trzeba im przyznać, że taki zabieg zaczyna wychodzić na dobre.

Gwiazdy

Od sezonu 2012/2013 na próżno było szukać Rosjanina w czołowej dwudziestce klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Wasiljew miał jedynie przebłyski, na dłuższą metę niewiele z tego wyszło. Nie udawało się również innym zawodnikom. Aż do sezonu 2016/2017, kiedy to pewna ciekawa postać z Permu zaczęła być bardzo widoczna w skokowym towarzystwie. Na czym polega to bycie ciekawym? Otóż Jewgienij Klimow jeszcze do niedawna był kombinatorem norweskim, który skakał znakomicie, ale potem całą przewagę ze skoczni tracił w biegach, bo biegać po prostu nie umiał. Komentatorzy podkreślali ten fakt podczas każdej transmisji minionego sezonu. Bardzo udanego dla Rosjanina, ponieważ był 17. zawodnikiem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W Innsbrucku zajął po raz pierwszy miejsce na podium, mianowicie był trzeci. Letni cykl również był satysfakcjonujący. Ostatecznie był piątym zawodnikiem Letniej Grand Prix. Jeśli ten eks-kombinator dalej będzie czynił takie postępy, to trzeba będzie zwrócić na niego uwagę.

Innym ciekawym zawodnikiem jest wspominany wcześniej Denis Korniłow, który po kilku latach słabiutkiego skakania zaczął jakby ponownie nabierać wiatru w żagle. A właściwie pod narty. Oczywiście ten proces jest powolny, jednak jest progres w stosunku do ostatnich lat, kiedy to wychodził mu tylko jeden konkurs w sezonie. Lato było nadspodziewanie dobre. Dwukrotnie stawał na podium LGP i w łącznym rozrachunku był dwunasty. Czyżby Denis miał powrócić do szerokiej światowej czołówki? To nie będzie łatwe zadanie, gdyż skoczek z Niżnego Nowogrodu młodzieniaszkiem bynajmniej nie jest.

Zaplecze

Do pierwszego składu na Wisłę załapali się także Aleksiej Romaszow i Michaił Nazarow. Ten pierwszy po ponad roku bez żadnych punktów pucharowych minionej zimy znowu zaczął mieścić się w trzydziestkach. Co prawda bardzo okazjonalnie, ale to już zawsze jakiś wyczyn. Na drugą postać wymienioną w akapicie też warto zwrócić uwagę. Co prawda jeszcze nie ma żadnych punktów PŚ na swoim koncie, ale latem był widywany w drugiej serii i to nawet w tych mocno obsadzonych konkursach. Jest szansa, że zimą otworzy nowy rozdział w swojej karierze i będzie gromadził zdobycze punktowe.

Dmitrij Wasiljew zaczyna przegrywać walkę ze swoimi młodszymi kolegami… oraz z problemami zdrowotnymi. Kontuzje, przerwy w treningach… starość, nie radość. Do pierwszego składu próbuje dobić się Roman Sergiejewicz Trofimow. Latem dostał niejedną szansę startu i dwie z nich nawet wykorzystał. Dwunaste miejsce w Hakubie i piętnaste w Czajkowskim to najlepsze rezultaty w całej karierze tego zawodnika, który dumnie chwali się swoim nazwiskiem patronimicznym (tzw. „otczestwem”). Zimą do tej pory może poszczycić się życiówką w postaci 30. Miejsca. I to sprzed 6 lat. Ciężko mówić o jakimś wybitnym talencie.

A co z resztą? Władisław Bojarincew stanął niedawno na ślubnym kobiercu. Niestety, sukcesy w życiu prywatnym kompletnie nie przekładają się na dyspozycję na skoczni. W jeszcze słabszej formie wydaje się być Michaił Maksimoczkin. Obaj uchodzili za duże talenty, ale tego lata nawet na swojej ojczystej ziemi nie umieli zdobyć punktów. Mieli być przyszłością. Przyszła teraźniejszość i wciąż są jedynie tłem. Zaczyna pojawiać się łatka niewykorzystanych szans. Niegdyś jakieś przyzwoite miejsce był w stanie ugrać Ilmir Hazetdinow, ale jego brak motywacji, przez który zawieszał swoją karierę, odbija się do dziś na jego formie.

Podsumowanie

Rosjanom wciąż daleko do miana mocnej drużyny. Jednak w ich szeregach można wskazać zdecydowanego lidera, który jest w stanie deptać po piętach tym najlepszym. Mocny Klimow i dość regularnie punktujący Korniłow to już byłaby solidna zaliczka dla tego teamu. Jeszcze uzupełnić drużynę o dwóch dość przyzwoicie skaczących zawodników i okazuje się, że reprezentacja największego państwa świata może mierzyć nieco wyżej niż ostatnio. Ich najgroźniejszymi konkurentami powinni być Czesi i Japończycy. Jest szansa na pokonanie obu tych drużyn, aczkolwiek potrzebna będzie odrobina szczęścia, jak zawsze w skokach zresztą.