Ernest Prislić: „Początkowo bałem się niektórych ludzi”

Autor: Aga Pająk, Opublikowano:
Ernest Prislic

Ernest Prislić, który uległ poważnemu wypadkowi w grudniu 2016 roku, dostał pozwolenie na powrót na skocznie i wkrótce planuje oddać pierwsze skoki. Nie ma zbyt wielkich oczekiwać, po prostu chce skakać.

W udzielonym dla siol.net wywiadzie opowiada o tym, co się wydarzyło i o ogromnej chęci powrotu na skocznie. Nie zapomina także o bliskich, którzy byli przy jego boku w najtrudniejszych chwilach.

siol.net: 15 miesięcy po wypadku, 22 lutego lekarze dali Ci zielone światło i pozwolili na powrót do skoków. Oddałeś już jakiś skok?

Ernest Prislić: Nie, jeszcze nie skakałem, ale liczę, że uda mi się to latem. Wydaje mi się, że w tej chwili lepiej jest nie skakać na śniegu. Czekam także na pozwolenie od Słoweńskiego Związku Narciarskiego

Co możesz powiedzieć teraz o twoim zdrowiu? Wygląda, że rany się zagoiły.

Zdrowie jest takie same, jak rok temu. Na szczęście wypadek nie przyniósł ze sobą konsekwencji.

Co pamiętasz z wypadku?

Prawda jest taka, że nie pamiętam dużo. Nie pamiętam dnia, kiedy wypadek miał miejsce. Pamiętam koniec roku, może trochę święta. Nie wiem dokładnie. (Wypadek miał miejsce 4.12.2016 – przyp.red.)

Kiedy zostałeś wybudzony ze śpiączki?

Lekarze wybudzali mnie z niej dwa razy. Po raz pierwszy dwa tygodnie po wypadku. Wówczas nie pamiętałem niektórych ludzi, więc wprowadzono mnie w stan śpiączki farmakologicznej po raz kolejny. Po drugim wybudzeniu mój stan był zdecydowanie lepszy.

Pamiętasz coś z czasu, kiedy byłeś w śpiączce? Matka słoweńskiego paraolimpijczyka, Jerneja Slivnika, mówiła, że jej syn pamięta wszystko, co mówiono do niego, gdy spał.

Nie pamiętam tego, ale wiem, że dużo śniłem.

Pewnie myślałeś, że jesteś w samolocie.

Tak, miałem bardzo silne i nierealne sny. Wówczas myślałem jednak, że są prawdziwe. Interesujące jest, że nie dopuszczałem do siebie ludzi, którzy byli blisko mnie. W moich snach byli źli. Nawet moi najbliżsi, którzy pomogli mi najbardziej. Próbowałem sobie wyciągać rurki do oddychania, które miałem w ustach do tego stopnia, że lekarze musieli związać mi ręce. W mojej głowie oni wciąż nie byli dobrzy.
Początkowo bałem się niektórych ludzi, ale potem zrozumiałem, że oni chcieli mi pomóc. Później zaczął mnie odwiedzać psycholog. Nie wiem, czy naprawdę jej potrzebowałem. Czułem się dobrze, ale pewnie z powodu obrażeń lekarze myśleli, że będzie ze mną gorzej.

Kto powiedział Ci co się wydarzyło tamtego dnia?

Nie wiem, nie pamiętam tego. Powiedzieli mi o tym tydzień po tym, jak wybudziłem się ze śpiączki. Nie wiem jednak kto to zrobił. Pewnie moja mama lub dziewczyna.

Czy Twoi trenerzy odwiedzali Ciebie w szpitalu?

Tak, Igor Medved i Jure Sinkovec.

Rokowania po wypadku nie były dobre. Co martwiło Ciebie najbardziej? To, że nie będziesz w stanie chodzić, skakać?

Jak myślę o tym teraz, wypadek nie miał zbyt dużego wpływu jeśli chodzi o moje myślenie. Nie martwiłem się zbytnio. Nie wierzyłem, że może być ze mną aż tak źle. Dziś jestem szczęśliwy, że podszedłem do tego w ten sposób. Pamiętam, że martwiłem się o moją nogę, która była złamana. Miałem plan, aby w marcu 2017 roku wystąpić w Planicy jako przedskoczek. Gdy ściągnęli mi gips, wiedziałem, że  to niemożliwe. Musiałem nauczyć się ponownie chodzić.

Jakie plany masz w stosunku do skoków narciarskich?

Tylko to, że chcę znowu skakać. Nie myślę o wynikach.

Dla własnego spokoju?

Tak. Jak wszystko będzie w porządku to może zacznę myśleć o wynikach. Jeśli jednak coś nie będzie szło po mojej myśli, to może odwieszę narty na kołek. Nie przejmuję się tym. Chcę znowu skakać. Teraz kończę szkołę. Czeka mnie jeszcze jeden egzamin i obrona.

Byłbyś zainteresowany pracą, jaką ma Rok Urbanc, który pracuje u Petera Slatnara, jest przedskoczkiem i bierze udział w innowacyjnych projektach jak skok w tandemie?

Zobaczymy. Moja droga została skrócona. Nie myślałem, żeby być trenerem, chciałem skakać, ale przez wypadek wszystko się zmieniło w ułamku sekundy. Teraz nie mogę skakać, więc pracuję jako trener w Kranju. Mam swoją drużynę – zawodników w wieku od 15 do 18 lat.

Wiesz już, gdzie zaczniesz skakać latem?

Krok po kroku. W lecie chciałbym najpierw oddać skoki na małych skoczniach – od K50, po K60, K90 i K120.

Nie boisz się? 

Nie, nic nie stało mi się na skoczni. Bardziej boję się parkingów (śmiech).

Spotkałeś się z kierowcą samochodu, który spowodował wypadek?

Tak. Nie mam do niego żalu. Po prostu nie zachował ostrożności. Wydaje mi się, że nie wyczyścił dokładnie przedniej szyby tamtego poranka, był spóźniony do pracy… Ale ostatecznie wszystko skończyło się dobrze.

Czy wypadek Ciebie zmienił?

Oczywiście. Wtedy, kiedy widzisz ludzi, którzy są obok Ciebie, doceniasz i lubisz ich jeszcze bardziej niż wcześniej. Mam na myśli moją dziewczynę – chapeau bas. To, że byli przy mnie rodzice nie było zaskoczeniem. Musimy cieszyć się chwilą, bo życie może zmienić się w ciągu sekundy. Nie wiem czy każdy to rozumie, ale powinniśmy się mniej martwić.

Po wypadku pewnie odwiedziłeś już Planicę.

Tak, jestem tam w każdym tygodniu. Nie mam nic przeciwko.

Wciąż pamiętasz jak to jest latać? 

Pamiętam to bardzo dobrze. I to jest główny powód dla którego wciąż chcę skakać, nawet jeśli nie będzie to zbyt daleko, to wciąż będę skakać.

Co zrobisz, jak jednak okaże się, że nie będziesz mógł skakać?

Przez rok trenuję nad moją kondycją. Wydaje mi się, że nigdy nie byłem tak dobrze przygotowany jak teraz. Jeśli to się nie uda, to przynajmniej będę dobrze wyglądał na plaży. (śmiech).

źródło: siol.net