Adam Małysz: „Dziś mamy mocno kładziony nacisk na specjalistyczny sport”

Autor: Krzysztof Sachmata, Opublikowano:
IMG_8568

Adam Małysz już trzeci rok będzie pełnił funkcję dyrektora sportowego w Polskim Związku Narciarskim. Najbardziej utytułowany polski skoczek ocenił obecną sytuację.

O zawodach Letniej Grand Prix w Wiśle:

Zawody w Wiśle będzie pierwszym sprawdzianem formy dla całej kadry A i dla większości kadry B. Zaczyna się to fajnie układać, ale trudno powiedzieć, jak to będzie dalej. Kadra B jest prowadzona systemem co kadra A. Głównym elementem jest współpraca z dr Pernitschem i to ma przynieść rezultaty. Oni są obecnie w mocnym treningu, więc nie możemy w tym momencie za dużo wymagać, aczkolwiek pierwsze efekty będzie już widać.

O sytuacji w kadrach:

Nie mamy wielu zawodników, szczególnie w wieku seniorskim. Trenerzy podjęli zgodną decyzję, że czasem lepiej jest odpuścić, niż narażać na dodatkowy stres zawodnika, który nie jest w formie. W kadrze B mamy trzech juniorów. Tutaj też trzeba czasów, bo tych trzech podstawowych juniorów w kadrze B. Czas jest potrzebny, trzeba się przyzwyczaić do tego, że trenują w grupie, że to nie jest przygotowanie klubowe.

O Kamilu Stochu:

Wygląda na to, że Kamil jest w dobrej formie. Na treningach był zdecydowanym liderem wśród naszych zawodników. Nie było też do tej pory kontaktu z zawodnikami z innych krajów, więc ciężko porównać. Jeśli chodzi jednak o nas, to co obserwujemy od paru lat, to jest bardzo wysoki poziom, a trenerzy są zadowoleni. Jest to ciężki trening, gdyż sezon zimowy zakończył się 26 marca, a przygotowania rozpoczęły się 3 dni później. Teraz przez ten okres letni będzie lżej, będą robić pauzy 10-dniowe, będą mieć możliwość urlopu.

O pozostałych zawodnikach kadry A:

Piotrek miał pojedyncze bardzo dobre skoki, wręcz rewelacyjne. Maciek pracował nad nartą, przez którą miał problemy w locie. Dawid pokazuje swoje skakanie. Nie miał dużo do zrobienia pod względem techniki, głównie pracował nad odbiciem.

Jak skoczkowie traktują LGP?

Zawodnicy są w trakcie przygotowań i są zmęczeni. Z drugiej strony to są zawodowcy. Jak przychodzi do startów, to zawsze chcą dać z siebie wszystko, a wtedy wszystko zależy od dyspozycji. Nawet jeśli nie ma formy, to często wychodzi dużo lepiej niż na treningach ze względu na adrenalinę i chęć, że chce się dużo lepiej skoczyć.

Czy przy tak ciężkim treningu nie ma ryzyka kontuzji?

Stąd właśnie to rozpoczęcie przygotowań niedługo po sezonie. Tak to jest zaplanowane, że tych kontuzji jest mniej. Jednak to nowe pokolenie jest bardziej „kontuzjogenne”. Ta stara szkoła była bardziej ogólnorozwojowa, robiło się wszystko do 14-15 roku życia. To jest potrzebne, by później mieć tę koordynację i by było mniej kontuzji. Dziś mamy mocno kładziony nacisk na specjalistyczny sport. Moim zdaniem jest to robione troszkę za wcześnie. Osobiście cieszę się, że do klubu KSS Wisła wrócił Jan Szturc, który robił właśnie ogólnorozwojowy trening. To musi być na samym początku, a później, jeśli chcesz być skoczkiem, to sobie wybierasz.

O nowych przepisach:

Nie chodzi o samą wagę, zmieniło się ważenie, teraz jest bez butów. Jeśli zawodnik ważył 60 kg w sprzęcie. Jeśli ściągnie buty, to będzie ważył 58-58,5 kg. Badania pokazały, że te buty właśnie ważą 1,5-2 kg z wkładkami. Kwestia jest taka, czy zostać przy swojej wadze i skrócić narty czy jednak przybrać trochę na wadze. Sądzę, że jednak większość będzie szła ku pierwszemu rozwiązaniu.

O przygotowaniu skoczni im. Adama Małysza:

Mam nadzieję, że nie będzie problemów. Zawsze jesteśmy punktowani pod tym kątem, ale dla nas najważniejsze jest opinia zawodników i trenerów, jak to wszystko wygląda. Popatrzmy na to, co było na Mistrzostwach Świata w lotach w Oberstdorfie, gdzie skoczkowie siedzieli i nie mieli co zjeść. Tutaj mają bufet, choć de facto zawodnicy i tak mało jedzą. Myślę, że FIS już o nic się nie doczepi, a może nawet pochwali.

O sytuacji w polskich skokach kobiet:

Zmienił się pierwszy trener. Daliśmy im czas, by się zaaklimatyzować z nowym trenerem, by mógł wprowadzić swój system. Mają wolną rękę, ale jednak w pewnym momencie zaczniemy od nich wymagać. Mają teraz czas, by poczynić postęp. Jeszcze nie rozmawiałem z dziewczynami, ale myślę, że pozytywnie oceniły zmianę trenera. Dostały limity, które mają spełnić. Póki co nie było żadnego sygnału, że jest coś nie tak. Czekamy cały czas na to, że te rezultaty się poprawią.