Apoloniusz Tajner: „Jest problem z zawodnikami, którzy kończą szkołę średnią”

Autor: Krzysztof Sachmata, Opublikowano:
IMG_0149

Apoloniusz Tajner w tym roku został ponownie wybrany na prezesa Polskiego Związku Narciarskiego. Co miał do powiedzenia przed rozpoczęciem cyklu Letniej Grand Prix?

Głównym problemem polskich skoków narciarskich jest małe zainteresowanie do sportu wśród młodych ludzi. Jak były trener ocenia sytuację?

Nadal dobrze funkcjonuje cykl Lotos Cup, finansowany przez naszego sponsora. Zimą startuje w nim 150-200 zawodników, zawodniczek, dzieci. Mamy coraz więcej dziewczynek. Jeśli chodzi o skoki, to pracujemy na poziomie porównywalnym do Niemiec czy Norwegii, a może nawet szerzej niż w Austrii czy Finlandii. Jest problem z zawodnikami, którzy kończą szkołę średnią, wchodzą w wiek 18-20 lat i prezentują wysoki poziom, ale nie na tyle, by otrzymać stypendium. Rozporządzenie mówi, że ono należy się zawodnikom zajmującym do 8 miejsca na Igrzyskach Olimpijskich, Mistrzostwach Świata czy Mistrzostwach Europy. Zawodnicy zajmujące 9. miejsce prezentują dalej wysoki poziom, ale do stypendium brakuje. Ci sportowcy nie są też w kręgu zainteresowań sponsorów indywidualnych. Z tym problemem spotkaliśmy się mocno w poprzednich latach, przykładami są Krzysiek Biegun, Andrzej Stękała czy Bartłomiej Kłusek. Zapewniamy drogi proces szkoleniowy, ale nie możemy zapewnić indywidualnego finansowania. Ci zawodnicy mają problem, by dostać się na treningi. Jeżeli chodzi o skoki i biegi narciarskie, to często rekrutują się zawodnicy z rodzin ubogich. Ten przedział wiekowy 18-22 lata jest dziurą w systemie. Dla mnie najlepszym rozwiązaniem byłoby znalezenie w budżecie państwia 1000 stypendiów dla 1000 sportowców, którzy prezentują poziom do sklasyfikowania. Wynagrodzenie wynosiłoby 1500-2000 zł.

Co może na to poradzić związek?

Na poziomie związkowym myślimy o takim rozwiązaniu i na poziomie 1-2 zawodników bylibyśmy w stanie poradzić sobie z takim problemem. Ta sytuacja wymaga jednak myślenia systemowego. Z tymi środkami jest tak, że raz są, a raz ich nie ma. To by wyglądało, jakbyśmy komuś coś zabierali, a my nie możemy pójść na takie rozwiązanie. Jeżeli nie ma na to pomysłu na kilka lat, by było źródło finansowania, to nie wchodzimy w to, bo możemy narobić więcej szkody niż pożytku.