Gwiazdy, które objawiły się latem

Autor: mipoc, Opublikowano:
Gregor Schlierenzauer

Temat zawodników niepotrafiących przenieść swojej dyspozycji z lata na zimę, jest poruszany przez kibiców nieustannie. Nie wszystkie objawienia Letniego Grand Prix wracają jednak do skokowej przeciętności. Historia zna kilka przypadków, gdy nieznany szerszej publiczności skoczek wskoczył do światowej czołówki właśnie w sezonie letnim, po czym utrzymał się w niej przez długi czas.

Martin Schmitt: sezon 1998

Przed przełomowym momentem kariery, Niemiec miał już za sobą kilka solidnych występów w zawodach najwyższej rangi. Dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli zimę 1998 roku zakończył ze srebrnym medalem igrzysk olimpijskich za zawody drużynowe, a w samym Pucharze Świata zanotował dwa miejsca w czołowej dziesiątce zawodów. Daleko jednak było mu do regularnego rywalizowania o najwyższe lokaty.

Ten stan rzeczy zmienił się w lecie. Utalentowany Niemiec rozpoczął sezon od drugiego miejsca w zawodach w austriackim Stams. W kolejnych konkursach podopieczny Reinharda Hessa jeszcze trzykrotnie stanął na podium, za każdym razem stając na najniższym jego stopniu. Przez cały cykl Schmitt nie spadł poza czołową dziesiątkę, a w klasyfikacji generalnej ustąpił jedynie Japończykom – Funakiemu oraz końcowemu triumfatorowi, Haradzie.

Wydarzenia zimowego sezonu 1998/1999 przekroczyły już najśmielsze oczekiwania niemieckich kibiców. Późniejszy rywal Adama Małysza wyjechał z mistrzostw świata z dwoma złotymi medalami, jednym indywidualnym, a drugim w drużynie. Z kolei w Pucharze Świata, po pasjonującym boju z Janne Ahonenem, Schmitt przejął koszulkę lidera na dwa konkursy przed końcem, podnosząc w Planicy swoją pierwszą Kryształową Kulę.

Gregor Schlierenzauer i Anders Jacobsen: sezon 2006

Podczas batalii o czwarte w karierze zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, Adam Małysz musiał zmagać się z uparcie atakującą młodzieżą. Gregor Schlierenzauer i Anders Jacobsen w sezonie 2006/2007 szturmem wskoczyli do ścisłej światowej czołówki, zgarniając kolejne wygrane w poszczególnych zawodach. Dla uważniejszych kibiców nie stanowiło to sporej niespodzianki – ich talent objawił się już podczas poprzedzającego zimowe zmagania Letniego Grand Prix.

Mieszkający w Innsbrucku Austriak na zaufanie trenerów zapracował w sezonie 2005/2006, kiedy jako świeżo upieczony 16-latek w przekonującym stylu zdobył tytuł mistrza świata juniorów. Niedługo potem, Schlierenzauer dostał szansę debiutu w zawodach najwyższej rangi. Przyszły rekordzista w liczbie zwycięstw w zawodach Pucharu Świata nie zawiódł, gromadząc pierwsze w karierze punkty za 24. miejsce w konkursie w Oslo.

W przeciwieństwie do swojego austriackiego rywala, Jacobsen przed przełomowymi występami nie pokazywał drzemiącego w nim potencjału. 21-letni wówczas Norweg pojawiał się momentami w Pucharze Kontynentalnym, gdzie nigdy nie stanął nawet na podium. Mika Kojonkoski postanowił jednak zaskoczyć, powołując nieznanego zawodnika do kadry wraz z innym nowym nabytkiem, Tomem Hilde.

Dana przez szkoleniowca szansa nadała karierze przyszłej norweskiej gwiazdy ogromnego rozpędu. Na 6 startów w Grand Prix, Jacobsen pięciokrotnie kończył konkurs w czołowej dziesiątce. Dziesiąte miejsce w klasyfikacji generalnej letniego cyklu upewniło Kojonkoskiego w przekonaniu, że podjął on dobrą decyzję.

Jeszcze większą furorę zrobił Gregor Schlierenzauer. Mimo niewątpliwych oznak talentu, mało kto spodziewał się po Austriaku tak imponujących występów. Uczeń gimnazjum w Stams podczas pierwszych pięciu startów w Letnim Grand Prix aż czterokrotnie stanął na podium. Największym sukcesem zakończyły się dla Schlierenzauera zawody w Courchevel, kiedy to odniósł on swoje premierowe zwycięstwo w karierze, bijąc przy okazji rekord skoczni. Przyszły zdobywca Kryształowej Kuli mógłby zagrozić Adamowi Małyszowi w wygranej w letnim cyklu, gdyby trener nie postanowił nie zabierać go do Klingenthal i Oberhofu. Ostatecznie Schlierenzauer znalazł się w klasyfikacji generalnej na piątej pozycji.

Różne drogi dwójki zawodników skrzyżowały się podczas 55. Turnieju Czterech Skoczni. Nowi w światowej czołówce Austriak i Norweg stoczyli wówczas bój o triumf w tej prestiżowej imprezie. Zwycięsko wyszedł z niego Jacobsen, który później przez długi czas utrzymywał status lidera Pucharu Świata. Młodzi skoczkowie nie wytrzymali jednak trudów sezonu, pozostając w jego końcówce w cieniu Adama Małysza. Norweg zakończył zimowy cykl tuż za Polakiem, a Austriak zadowolił się czwartą lokatą. Te osiągnięcia na stale zapisały ich w pamięci kibiców.

Richard Freitag: sezon 2011

Historia drugiego zawodnika minionego Pucharu Świata przypomina nieco przypadek Martina Schmitta. 26-latek przed przełomowym dla siebie latem również miał za sobą niemałą liczbę startów w zawodach najwyższej rangi, lecz nie uzyskiwał w nich imponujących rezultatów. Freitag został również powołany na Mistrzostwa Świata w Oslo, gdzie był piętnasty w konkursie na dużej skoczni.

Niemiec wybił się z przeciętności podczas Letniego Grand Prix. Letni sezon w roku 2011 rozpoczął od trzech miejsc w czołowej dziesiątce podczas zawodów w Polsce. Kolejne dwa starty poszły mu jeszcze lepiej – w Hinterzarten Freitag zajął trzecią pozycję, a w Courchevel był drugi. Absencja w Kazachstanie i Japonii wraz z gorszymi startami na zakończenie lata skutkowały siódmą lokatą w końcowej klasyfikacji cyklu.

Zimą Freitagowi udało się już osiągnąć to, czego nie dokonał podczas Grand Prix. Skoczek z Niemiec wygrał swój pierwszy w karierze konkurs najwyższej rangi. Co ciekawe, dokonał tego w Harrachovie, gdzie jedyny triumf zaliczył ojciec 26-latka, Holger. W całym sezonie Richard Freitag jeszcze czterokrotnie stawał na podium, za każdym razem zajmując drugą lokatę. Zima zakończyła się dla niego szóstą lokatą w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Kenneth Gangnes: sezon 2015

Nadszedł czas na zawodnika, który spośród wymienionego grona najdłużej musiał czekać na przełom w swojej karierze. Norweg pierwsze punkty do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata zgromadził już w sezonie 2009/2010. Rozwój Gangnesa hamowały jego problemy z kolanami. Skoczka dwukrotnie dopadły kontuzje więzadła krzyżowego – przez problemy ze zdrowiem pauzował on w 2010 i 2013 roku.

Kariera norweskiego talentu zaczęła nabierać rozpędu w sezonie 2014/2015. W drugiej połowie zimy, Gangnes zaczął regularnie punktować w zawodach najwyższej rangi, a w jednym z konkursów w Vikersund udało mu się nawet zająć siódmą lokatę. Swój marsz w górę zawodnik kontynuował latem.

Podczas Letniego Grand Prix, Norweg stał się pełnoprawnym członkiem światowej czołówki. Już podczas inauguracji w Wiśle Gangnes stanął po raz pierwszy w karierze na podium. 29-latek najlepsze wspomnienia zabrał jednak z wycieczki do Rosji, gdzie na skoczni w Czajkowskim dwukrotnie wygrał. Cały letni cykl zawodnik zakończył na drugiej lokacie w klasyfikacji generalnej, przegrywając z Kento Sakuyamą.

Wspomniany Japończyk prawdopodobnie z chęcią oddałby zwycięstwo w cyklu Norwegowi, w zamian za przejęcie od niego zimowej dyspozycji. Sakuyama w Pucharze Świata powrócił do przeciętności, natomiast Gangnes notował kolejne świetne występy. Nowa gwiazda norweskich skoków aż dziewięciokrotnie stanęła na podium w zawodach najwyższej rangi. Swój jeden jedyny triumf 29-latek zaliczył w Lillehammer. Najjaśniejszym momentem sezonu była jednak jego rywalizacja z Peterem Prevcem w Mistrzostwach Świata w Lotach w Kulm. Norweg ostatecznie przegrał z dominatorem tamtego sezonu o zaledwie trzy punkty, kończąc rywalizację ze srebrem. Na podium stanął on jeszcze na koniec sezonu w Planicy, gdzie zaprezentował się jako trzeci zawodnik klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Niestety, od tego czasu nie widzieliśmy już Gangnesa na skoczniach świata w zimowej scenerii. Ostatnie dwa sezony stały dla Norwega pod znakiem kolejnych kontuzji kolana. Miejmy nadzieję, że ten niewątpliwy talent wróci do rywalizacji na najwyższym poziomie!

Czy nadchodzące lato przyniesie nam kolejne objawienie? W Wiśle wysoką dyspozycją zaskoczyli między innymi Kilian Peier i Halvor Egner Granerud. Może dla któregoś z nich zbliżająca zima okaże się przełomowa?