Outsiderzy w natarciu

Autor: Krzysztof Sachmata, Opublikowano:

Inauguracja w Wiśle za nami. Możemy powiedzieć wiele o sześciu czołowych nacjach, które w ostatnich latach wyraźnie górowały nad resztą: O mocnych Polakach, równie znakomitych Niemcach, niestabilnych Austriakach, solidnych Japończykach, nieprzewidywalnych Słoweńcach oraz lekko pogubionych Norwegach. Warto jednak zauważyć, że tym razem całkiem sporo do powiedzenia miały te kraje, które ostatnio traciły dużo do tych najlepszych.

Rosja

Ciężko nie rozpocząć tego wywodu od Rosji, wszak największą gwiazdą całego weekendu okazał się Jewgienij Klimow. Już w piątek pokazał, że triumf w klasyfikacji generalnej Letniej Grand Prix 2018 nie był przypadkiem, a formę z lata utrzymał do dziś. Wygrana w jednej z serii treningowych, następnie zwycięskie kwalifikacje. Wraz z drużyną zajął niezłe szóste miejsce, choć jego skoki były słabsze w porównaniu do poprzedniego dnia. Niedziela za to należała do niego i dzięki wygranej zapisał się w historii rosyjskich skoków narciarskich jako pierwszy reprezentant tego kraju, który zwyciężył w zawodach PŚ, wliczając w to skoczków byłego ZSRR. Tak jest. Nawet Dmitrij Wasiljew nie wie, jak smakuje wygrana.

Reszta drużyny niestety nie zasługuje już na tak dużą pochwałę, przede wszystkim za indywidualne występy. Wasiljew potwierdził, że do najmłodszych skoczków nie należy i naciągnięcie mięśni może go kosztować występ w konkursie indywidualnym. Denis Korniłow po stosunkowo niezłej drużynówce oddał fatalny skok w niedzielę i zamknął stawkę. Michaił Nazarow zaś nie zdołał przejść kwalifikacji. Wniosek: Póki co Rosja ma naprawdę mocną lokomotywę, jednakże musi ona troszkę poczekać, aż wagony też będą równie sprawnie jeździły. Nowy trener Rosjan, Jewgienij Plechow, ma przed sobą jeszcze mnóstwo pracy, by reszta drużyny podgoniła świetnie przygotowanego lidera.

Czechy

Czesi zaliczyli fatalny poprzedni sezon. Zawodnicy z tego kraju zdobyli jedynie 95 pkt. do Pucharu Narodów: 45 indywidualnie, 50 za ósme miejsce w Zakopanem (jedyny przypadek, kiedy reprezentacja Czech weszła do serii finałowej). Jedyny malutki moment radości dał Cestmir Kozisek, który na skoczni w Tauplitz zajął najlepsze w karierze 13. miejsce. Jednak, patrząc na wyczyny z całego sezonu, był to jedynie wyjątek od reguły. A reguła była taka, że kadra nie ma formy. Z czeskim zespołem pożegnał się austriacki trener Richard Schallert, a jego następcą okazał się… również jego poprzednik, David Jiroutek.

Mamy początek sezonu 2018/2019. Czesi mają na swoim koncie już 80 punktów i wyprzedzają zwycięzców poprzedniej edycji PN, Norwegów, co wygląda dość kuriozalnie. Na dodatek trzech Czechów (proszę sobie nie połamać języka) już może poszczycić się punktami. Najbardziej zadowolony był z pewnością Viktor Polasek. Mistrz świata juniorów z 2017 roku poprzedni sezon ukończył z zerowym dorobkiem. Obecny zaczyna z życiówką – 12. miejsce to rezultat, którego chyba mało kto się spodziewał, możliwe, że nawet sam zawodnik. Niewątpliwie jedna z największych niespodzianek tego weekendu. Drobnicę zebrali także Roman Koudelka oraz Lukas Hlava, którego już dawno nie widzieliśmy w gronie punktujących.

Finlandia

Finowie poszli drogą Czechów: Pożegnali się z austriackim szkoleniowcem, Andreasem Mitterem i dali szansę rodakowi. Lauri Hakola do tej pory był jedynie asystentem trenera, teraz to on przewodzi grupie Finów. A jak wyglądał poprzedni sezon dla kraju tysiąca jezior? Licho. 119 pkt. w klasyfikacji PN: 100 za drużynówkę (7. miejsce w Titisee-Neustadt) i 19 indywidualnie. Jedynie dwóch skoczków poznało smak drugiej serii: Antti Aalto (łącznie 13 pkt.) oraz Eetu Nousiainen (6 pkt.). 25. miejsce tego drugiego to najlepszy rezultat, jaki udało się tej nacji osiągnąć.

Sezon 2018/2019 może dawać jednak pewne nadzieje. Co prawda konkurs drużynowy nie poszedł po myśli Finów, którzy zajęli 9. miejsce. Można tutaj mówić o pechu, ponieważ upadek zaliczył Nousiainen, a startujący w ostatniej grupie Andreas Alamommo nie poradził sobie w tych warunkach, jakie panowały. To nie był do końca udany manewr taktyczny trenera Hakoli.

Indywidualnie zaś stała się rzecz, której nie widzieliśmy dawno: Fin w czołówce konkursu. Aalto nie oddał w Wiśle ani jednego słabego skoku, licząc wszystkie serie treningowe i konkursowe. Konkurs zakończył się u niego znakomitym siódmym miejscem, co zostało przez wielu (także przeze mnie) odebrane jako największa pozytywna niespodzianka weekendu. Ostatnim razem oglądaliśmy Fina w czołowej dziesiątce w grudniu 2015. Wówczas w jednoseryjnym konkursie siódmy był Lauri Asikainen. Jak się  później okazało, to był jednostkowy przypadek w dość loteryjnym konkursie. Tutaj wydaje się, że Aalto faktycznie złapał formę, którą może potwierdzić jeszcze nieraz. Brakuje jeszcze punktów pozostałych skoczków, choć Jarkko Määttä może mówić o pechu, bo chyba tak można nazwać 31. miejsce w konkursie indywidualnym. Ale co się odwlecze…

Szwajcaria

W przeciwieństwie do trzech poprzednich drużyn, u Szwajcarów nie zaszła żadna zmiana w gnieździe trenerskim. Dalej stery przejmuje niemiecki szkoleniowiec Ronny Hornschuh. W skokach Szwajcarów nie było wiele spektakularności, jednakże solidne i przede wszystkim równe skoki całej czwórki w konkursie drużynowym dały tej nacji naprawdę dobre 5. miejsce.

Indywidualnie nie było już tak różowo. Simon Ammann, Gregor Deschwanden i Andreas Schuler pożegnali się z zawodami już po pierwszej serii. Szczególnie rozgoryczony był chyba Ammann, który na Facebooku dał dobitnie znać, że nie będzie tęsknić za Wisłą. O naprawdę niezłym weekendzie może mówić jedynie Killian Peier, czyli jedna z rewelacji Letniego Grand Prix (6. zawodnik całego cyklu). Miał nawet szansę na ukończenie konkursu w czołowej dziesiątce, jednakże spadł na pozycję 17. Jest to de facto wyrównanie najlepszego wyniku Szwajcara w karierze (Klingenthal 2014).

Włochy

Polski trener Łukasz Kruczek wysłał do swojej ojczyzny jedynie dwóch swoich podopiecznych, więc na występ w konkursie drużynowym nie było szans. Kwalifikacji nie zdołał przejść Sebastian Colloredo i jeden jedyny Insam, który również nie wydawał się w optymalnej formie, musiał bronić honoru swojego kraju. I to się nawet udało, bo w pierwszym starcie w sezonie zdobył punkty. 28. miejsce na początek wydaje się niezłą zaliczką. I być może to nie jest ostatnie słowo młodego Włocha tej zimy. Na pewno ma potencjał, który jak na razie udało się pokazać jedynie w pojedynczych skokach.

Bułgaria

Władimir Zografski w końcówce LGP 2018 osiągał wyniki najlepsze od lat, w tym 5. miejsce w rumuńskim Rasnovie. W piątek na skoczni Adama Małysza mistrz świata juniorów z 2011 roku pokazał, że zaczyna na dobre przypominać o swoich dużych możliwościach. Na treningach 5. i 31. miejsce, w kwalifikacjach 9. To mogło świadczyć o tym, że jest w dobrej formie, ale nierównej i nie do końca wiadomo, kiedy przydarzy się ten lepszy skok, a kiedy słabszy.

Niedziela potwierdziła niestabilną formę podopiecznego Matjaza Zupana. Niestety, ta lepsza próba przypadła na serię próbną, w której był 19. Konkurs przyniósł kompletną klapę w postaci 47. pozycji. Moim zdaniem jedno z największych rozczarowań tego weekendu, gdyż ciężko oprzeć się wrażeniu, że bułgarski jedynak jest w najwyższej formie od dawna i przy odpowiednim wykorzystaniu jej może sprawić miłą niespodziankę. I to nieraz! Trzymam kciuki.

Stany Zjednoczone

Dość podobną sytuację można było zanotować w przypadku Kevina Bicknera, który w tych treningowych skokach bywał w dziesiątce. U niego też warto odnotować, że do serii konkursowej najsłabszym rezultatem było 21. miejsce w piątkowych kwalifikacjach. Niedzielna seria próbna, w której był 8. zapowiadała szansę na dobre rozpoczęcie sezonu. Niestety, nie tym razem. Wisła przyniosła 42. miejsce. Marzenia o punktach trzeba odłożyć do Ruki. Jednakże, jeśli forma faktycznie jest dobra, to w końcu musi się Amerykaninowi udać. Szczególnie na skoczni, która daje możliwości lotnikom. Takim obiektem jest majestatyczna Rukatunturi, a Bickner niewątpliwie umie znakomicie latać. Bo gdyby nie umiał, to raczej nie miałby rekordu życiowego 244,5 m.

Kanada

Mniej optymistyczny jestem w przypadku kanadyjskiego jedynaka – Mackenzie Boyd-Clowesa. Jego najlepszym wynikiem, licząc wszystkie serie przeprowadzone w Wiśle, było 29. miejsce, które powtórzył dwukrotnie: podczas pierwszego piątkowego treningu oraz niedzielnej serii próbnej. Tutaj niestety brak punktów już nie był dużym zaskoczeniem. W tym przypadku może być trudniej o osiąganie miejsc na miarę talentu. Jednakże skoki narciarskie nieraz przynosiły pozytywne niespodzianki i na takową należy liczyć również teraz.

Kazachstan

W porównaniu do kilku wyżej wymienionych nacji, Kazachowie byli zdeterminowani, by wystartować w konkursie drużynowym. Nawet, jeśli to miało oznaczać dobieranie do drużyny zawodników, którzy… nie mają prawa startu w PŚ, aczkolwiek ze względu na przepisy mają możliwość skoku w rywalizacji zespołowej. To była niewątpliwie duża szansa dla Nikity Dewiatkina, który latem już startował w LGP (również w Wiśle) jako uzupełnienie do czwórki. Jeszcze większe emocje mógł odczuwać 15-letni Nurszat Tursunżanow, dla którego był to absolutny debiut.

Sergiej Tkaczenko i Sabirżan Muminow mieli możliwość wzięcia udziału w piątkowych kwalifikacjach, jednak obaj nie byli w stanie ich przejść. Sobotnia rywalizacja przyniosła ostatnie, 11. miejsce Kazachów. W przypadku tej reprezentacji, wielu kibicom w pamięć zapadła sytuacja, gdy młodziutki Tursunżanow z trudem próbował wdrapać się w górę przeciwstoku. Śmiać się nie zamierzam, bo nawet dużo dużo bardziej doświadczeni skoczkowie mieli problemy ze słynnym wiślańskim przeciwstokiem, a co dopiero ma powiedzieć ten młodzieniec. Niewątpliwie trudna skocznia na pierwsze kroki w zawodach najwyższej rangi.

Podsumowując: Te nieco słabsze nacje dały o sobie znać podczas minionego weekendu w Wiśle. W wielu przypadkach wciąż jest to jednak bazowanie na jednym dobrym zawodniku, który przy ewentualnej wpadce psuje całokształt sytuacji. Jednakże każde, choćby najdrobniejsze przełamanie stereotypu, że w skokach narciarskich liczy się tylko kilka czołowych nacji i nikt więcej, będzie już coś znaczyło. Im więcej krajów będzie się liczyło w walce o dobre rezultaty, tym lepiej dla dyscypliny.