Skoczkowie z Łodzi powalczą o medale – będą jak Stoch i Kubacki? (wywiad)

Autor: Radosław Sarnik, Opublikowano:

Skoki amatorskie w Polsce są wciąż zjawiskiem mało znanym i rzadkim. Jednym z największych ośrodków, gdzie pasjonaci rozwijają swoje umiejętności jest Łódź. I to właśnie ekipa z tego miasta wkrótce powalczy we Włoszech o medale Mistrzostw Świata weteranów. O szczegółach przedsięwzięcia i pasji do skakania na nartach porozmawialiśmy z członkami ekipy – Dawidem Jurgą i Jakubem Mirowskim.


Radosław Sarnik: Na początek powiedzcie przede wszystkim. Na czym polega to całe pozytywne zamieszanie, które Was czeka?
Jakub Mirowski: Całe zamieszanie to po prostu Mistrzostwa Świata Weteranów w skokach narciarskich. W tym roku odbywają się one w dniach 9-14 września w Predazzo. Dla nas najważniejsze konkursy odbędą się 12 września – na skoczniach HS 66 i HS 30. Ja i Kuba Radziszewski startujemy wyłącznie na większym obiekcie, Dawid Jurga i Bartek Marczak skaczą na HS66 oraz HS31. Naszym opiekunem na zawodach będzie Adam Kilis
RS: Jak to jest czuć weteranem w skokach, mimo że nigdy nie skakało się zawodowo?
Dawid Jurga: W ostatnim czasie pojawiła się szansa, ponieważ Mistrzostwa Świata Weteranów otworzyły się na młodszych skoczków „amatorów”, którzy w przyszłości będą weteranami, stąd pojawiła się kategoria dla zawodników w przedziale wieku 20-30 lat. W Szczyrku w tamtym roku zdobyliśmy sporo medali jako reprezentacja i teraz chcemy kontynuować te tradycje, dlatego chcemy wystartować we Włoszech i zdobyć kolejne medale, zapisując się w historii polskich skoków narciarskich.
JM: Ja od siebie dodam, że większość skoczków, którzy startują w mistrzostwach świata weteranów są amatorami z definicji. Startuje dużo Rosjan, Szwedów i Norwegów, którzy nie mieli styczności z profesjonalnym sportem i chcieli spróbować skakania na nartach będąc grubo po trzydziestce.
RS: Co musieliście zrobić, aby móc zgłosić się do tegorocznej imprezy? Z jakimi kosztami wiąże się wyjazd i uczestnictwo?
DJ: Jeśli chodzi o koszta to wiadomo: przelot samolotem do Włoch oraz noclegi na miejscu. Wszystkie koszta pokrywamy z własnej kieszeni, ponieważ traktujemy ten wyjazd jak wakacje. Jedziemy do północnych Włoch na tydzień, gdzie 3 dni to zawody, a resztę czasu wykorzystamy na poznawanie tamtejszych atrakcji turystycznych – Jeziora Garda, Wenecji i Mediolanu. Dziękujemy także Polskiemu Związkowi Narciarskiemu, który daje on nam stroje kadrowe, dzięki którym będziemy mogli prezentować się w barwach narodowych na otwarciu imprezy i miejmy nadzieję także na podium.
JM: Sprzęt zamierzamy wysłać kurierem, ponieważ jest tańsza opcja niż przesłanie go liniami lotniczymi. Sprzęt zostanie dostarczony do klubu z Predazzo, gdzie będzie czekał na nas.
RS: Kiedy pojawił się pomysł, żeby wystąpić w tegorocznych Mistrzostwach Świata Weteranów?
DJ: Organizacja zawodów w Szczyrku zainspirowała nas do kontynuowania występów na tego typu imprezie. Poznaliśmy wtedy sporo ludzi z Norwegii, Rosji, czy Finlandii występujących regularnie w takich zawodach, którzy zapraszali nas na występy w kolejnych imprezach dla weteranów.
RS: Macie jakiś specjalny cykl przygotowań w związku z występem we Włoszech? Czy próbujecie nawiązywać współpracę z profesjonalnymi trenerami?
DJ: Zgadza się. Tego lata znaleźliśmy się więcej razy na treningach w Szczyrku i Chochołowie niż zwykle. Trenowaliśmy między innymi pod okiem Krzysztofa Bieguna, Przemysława Kantyki i Szymona Szostoka, którzy nam pomagali i udzielali rad. Również w Chochołowie współpracowaliśmy z trenerem Tadeuszem Bafią, który nie miał problemu, aby nas wpuścić na trening za co serdecznie dziękujemy. Ważne jest to, że trenerzy nie hamują nas, tylko wspierają i podziwiają w nas to, że mamy tak daleko do większych obiektów, a mimo to regularnie skaczemy na nartach.
JM: Jeśli chodzi o mnie to współpraca, o której opowiadał Dawid, dała duże efekty. Osobiście mogę potwierdzić, że najlepszym z trenerów z jakim dotychczas pracowałem jest Przemek Kantyka.
RS: Pamiętajmy o tym że on dopiero skończył karierę. Jest on obecnie Waszym trenerem na wyłączność?
JM: Nie jest on dla nas na wyłączność, ale znajduje cenny czas. Uzyskałem od niego kilka cennych rad, które kompletnie zmieniły moją technikę. Zwróciłem uwagę na rzeczy które wcześniej kompletnie pomijałem. Mam nadzieję, że współpraca będzie się dalej układać i procentować na obiektach K-70.
DJ: Ostatnio współpracowaliśmy najmocniej z Szymonem Szostokiem. To były zawodnik kadry B, który nas bezinteresownie wspiera, przyjeżdża na treningi. Jest bardzo zaangażowany, ponieważ prowadzi z nami także treningi „na sucho” i jesteśmy mu wdzięczni za to, mimo że robi to w swoim wolnym czasie.
RS: A ile metrów w skoku jest w stanie Wam dodać taka współpraca? Czujecie progres w regularności Waszych prób?
JM: Przede wszystkim czujemy progres techniczny. Skaczemy pewniej i bezpieczniej i możemy osiągać dobre odległości z coraz niższych belek. Co do rekordu w Szczyrku to muszę przyznać, że ustanowiłem go skacząc niemal z samej góry na skoczni K-70. Była to 19 belka na 20 możliwych do ustawienia na obiekcie. Teraz z podobnej belki prawdopodobnie byłbym w stanie skoczyć dużo dalej
DJ: Moim głównym problemem było to, żeby wrócić do dyspozycji sprzed kontuzji. Obecnie moje skoki są dużo bezpieczniejsze technicznie, nie przejeżdżam już progu tylko zaznaczam wybicie. Wiem, że nie widać tego od razu, bo nie mogę trenować tak regularnie jak zawodowcy, ale z treningu na trening czuję postęp, co daje mi dużego kopa motywacyjnego.
RS: Celujecie w Predazzo w medal? Czy ze względu na niepewną obsadę da się to przewidzieć?
DJ: Nie znamy obsady jaka będzie w Predazzo, jednak jedziemy tam żeby zdobyć medale. Po to trenujemy, żeby zdobywać osiągnięcia i bez względu na obsadę będziemy o to walczyć.
JM: To jest oczywiste. Nie powinno być zbyt dużej obsady, aczkolwiek nigdy nie wiadomo tego na 100%. Osobiście mam nadzieję, że zdobędę jakiś medal, ponieważ moje skoki na K-70 są bardzo pewne. Jest też konkurs na skoczni mniejszej. Chcę też treningowo skoczyć na skoczni K-95, gdzie w 2003 roku Adam Małysz został mistrzem świata. Mam nadzieję, że poprawię tam swój rekord życiowy.

Jakub Mirowski podczas treningu skokowego

RS: Powiedzieliście jak doszło do zaplanowania wyprawy do Włoch, ale może cofnijmy się do korzeni. Jak w ogóle zaczęła się Wasza przygoda ze skokami?
JM: Moja przygoda zaczęła się stosunkowo późno. Kilka lat temu szukałem po prostu w internecie, czy nie ma jakiś zawodów w skokach dla amatorów, okazało się, że były takiej na Rudzkiej Górze w Łodzi. Zająłem tam bardzo dobre miejsce jak na debiutanta. Stwierdziłem, że chcę rozwijać swój talent i umiejętności. Zgłosiłem się do jednego z kolegów z zespołu, nabyłem sprzęt i wtedy mogłem aktywnie uczestniczyć w treningach. Trenuję już tak 3 lata i mam nadzieję, że będę się dalej rozwijał. Póki co skoczyłem najdalej 59.5 metra, co jest rekordem województwa łódzkiego w długości skoku narciarskiego. Chcę ten rekord śrubować dalej, i oby w Predazzo udało się do zrobić.
DJ: Mam nadzieję, że to jednak ja ten rekord wyśrubuję. Przez długie lata moje 35 m było rekordem województwa, potem Kuba go pobił, ale rywalizacja w naszym gronie trwa dalej. Nikt nie odpuscza, każdy trenuje dalej i liczymy że nasza sekcja będzie coraz mocniejsza.
JM: Życzę w takim razie powodzenia (śmiech). Najważniejszą kwestią nie jest talent, czy siła w nogach. Najważniejsza jest odwaga. Tak naprawdę na skoczni K-60, K-70 może skoczyć każdy. Kluczowe jest to, żeby oswoić się z prędkością i nabrać dystansu do tego, że jest się wysoko nad ziemią. Musisz wyłączyć myślenie o tym i skupić się na tym co masz wykonać w trakcie lotu.
RS: A dla Ciebie Dawid, jakim odczuciem jest skakanie?
DJ: Przede wszystkim muszę zacząć od tego, że zdarzyło mi się niestety już mieć kontuzję. Miałem skręcone kolano, naderwane więzadła i uszkodzoną łąkotkę. To odbija się mocno na psychice. Kiedy siedzę na belce, myślę czasem o tym co może się stać. Jeśli jednak chcesz lecieć daleko i coś osiągnąć w tym sporcie to musisz zapomnieć o tym i przy pomocy trenerów i kolegów iść do przodu i skakać dalej jakby nic się stało.
RS: Kto jest Waszą inspiracją, idolem wśród skoczków?
DJ: Nie mam nikogo, kto mnie inspiruje. Dla mnie inspiracją jest możliwość pokazywania innym, że można spełniać swoje marzenia, że mieszkając daleko od gór, jestem w stanie się tym dobrze bawić.
JM: Ja inspiruję się najlepszymi skoczkami, takimi jak Gregor Schlierenzauer, Janne Ahonen, czy oczywiście Adam Małysz. Niemniej dążę głównie do tego żeby udoskonalać sam siebie i nie patrzyć na innych za wszelką cenę. Każdy zawodnik ma swoją technikę i ja taką też muszę sobie wypracować, bo jestem bardzo wysoki jak na skoczka – mam 190 cm wzrostu. Jeśli chodzi o względy pozasportowe to Janne Ahonen pociągnął mnie swoją osobowością. Nigdy się nie uśmiechał, nosił z tego powodu pseudonim „Maska” i mimo tego że swoje życie poświęcał w całości skokom, pozostał sobą.
DJ: Chciałbym jeszcze wspomnieć postać Krzysztofa Leśniaka, który jako pierwszy w Polsce pokazał innym, że można skakać na nartach amatorsko, że można jeździć na zawody do Niemiec i że poza Polską jest spore grono osób, które bawi się tym sportem. Teraz poniekąd my to kontynuujemy. Wciąż jednak do Niemiec lub Austrii brakuje nam dużo w tym względzie.
RS: Być może czytają to osoby, które chciałyby zacząć skakać amatorsko, a są już zbyt wiekowe żeby zacząć profesjonalną karierę sportową. Jak oni mogą zacząć tą wspaniałą przygodę?
DJ: To jest trudne pytanie. My otworzyliśmy tą ścieżkę i dużo osób nas obecnie pyta: „Jak zacząć?”, „Gdzie skakać?”. To nie działa tak, że weźmiesz sobie narty na skocznię i idziesz skakać. Ważne żeby się umówić z trenerem, najlepiej z Wisły, Zakopanego lub Szczyrku, zapytać o to kiedy jest trening, wypożyczyć odpowiedni sprzęt. Ci ludzie z chęcią pomogą, dobiorą sprzęt, a jeśli nie ma to napiszcie do nas. Mamy sporo sprzętu wolnego, który możemy sprzedać lub wypożyczyć, dzięki czemu nowe osoby będą mogły spełniać tą pasję.
JM: Dla przykładu ja zaczynałem swoje skakanie na zawodach amatorskich w kategorii „Narty zjazdowe”, także na najmniejszych skoczniach profesjonalne narty do skoków nie są konieczne. Poza tym ważne żeby pisać do jak największej ilości osób, dowiadywać się jak najwięcej w środowisku. Tak jak Dawid powiedział, karygodne jest jeśli ktoś idzie samemu na skocznie i skacze, bo to jest po prostu niebezpieczne. Pierwsze skoki powinno oddać się pod okiem trenera.
RS: Kuba, wspominałeś o tym, że chcesz spróbować niedługo swoich sił na skoczni K-90. Myślisz o tym, żeby kiedyś uczestniczyć w zawodowych skokach? Mam na myśli Mistrzostwa Polski a może nawet założenie FIS Codu i występach w zawodach międzynarodowych.
JM: Na ten moment to trochę zbyt odległy temat. Musiałbym regularnie trenować na skoczniach normalnych. Jeżeli byłyby MP na skoczni normalnej to mógłbym w przyszłości spróbować swoich sił. Do startu w FIS Cupie musiałbym chyba zmienić narodowość (śmiech).
RS: Jak widzicie swoją przyszłość skoków amatorskich w Polsce?
DJ: Ja mam przede wszystkim nadzieję, że skoki amatorskie ruszą do przodu i nasze grono będzie coraz większe.
JM: Szkoda tylko zaściankowej postawy PZN-u, który hamuje rozwój amatorskich skoków i nie daje możliwości skakania na najmniejszych skoczniach amatorom, którzy po prostu chcą spróbować sił. Związek powinien zachęcać do tego aby kluby organizowały zawody Open nie tylko dla profesjonalnych sportowców.
DM: Dziękujemy za to wszystkim klubom, które organizują zawody OPEN i dają szansę każdemu na rywalizację.

Foto: Prywatne archiwum skoczków z Łodzi