Gaj Trcek – skoczek z Zespołem Tourette’a [cz.1.]

Autor: Aga Pająk, Opublikowano:
gaj trcek

Gaj Trcek to 32-letni Słoweniec, który cierpi na Zespół Tourette’a. Mimo choroby nie przestał trenować skoków narciarskich, a w 2008 roku w Planicy uzyskał 193 metry.

Początki nie były łatwe. W wieku 9 lat postawiona została diagnoza – Zespół Tourette’a. Wielu rodziców na pewno nigdy nie zgodziłoby się, aby ich dziecko próbowało swoich sił w tak niebezpiecznym i nieprzewidywalnym sporcie, ale nie mama Gaja, której do dziś jest on za to niezmiernie wdzięczny.

„Zespół Tourette’a nie jest łatwy do zdiagnozowania.”

– Zespół Tourette’a nie jest łatwy do zdiagnozowania. Nie wystarczy, że pójdziesz do lekarza, zrobisz wyniki z krwi i dostaniesz wynik. Musiałem odwiedzić wielu neurochirurgów, aby być pewnym. Wówczas zaledwie kilka osób w Słowenii cierpiało na tą chorobę. Była czymś nieznanym. Diagnoza została postawiona mi w wieku 9 lat, chwilę po tym jak zacząłem swoją przygodę ze skokami narciarskimi. – mówi na początku rozmowy Gaj Trcek

Pierwszą osobą, która zasugerowała, iż 9-letni chłopiec może mieć Zespół Tourette’a była jego mama. Wówczas mało kto wiedział z czym się to wiąże.

„Jestem typowym przypadkiem osoby z Zespołem Tourette’a.”

– Pierwszą osobą, która stwierdziła, że mam Zespół Tourette’a była moja mama. Studiowała psychologię i uczyli się o tym na zajęciach. Wróciła do domu i powiedziała, że mam Zespół Tourette’a. Zaczęliśmy się śmiać, bo jak wiadomo, jak ktoś zaczyna się uczyć od razu uważa się za eksperta. Później jednak zabrała mnie do swojego profesora, który był neurologiem. Stwierdził od razu, że jestem typowym przypadkiem osoby z Zespołem Tourette’a. Byłem drugim czy trzecim oficjalnie potwierdzonym przypadkiem w Słowenii. – opowiada o diagnozie Słowniec.

Okres dojrzewania bywa trudny dla większości nastolatków. Dla Słoweńca był jeszcze trudniejszy z racji potwierdzonej już choroby.

„Ludzie na wózkach inwalidzkich muszą nauczyć się z tym żyć, tak samo ja musiałem zmierzyć się z moją chorobą i się z nią zaprzyjaźnić.”

– Najtrudniej było między 15. a 18. rokiem życia. Musiałem zrobić sobie rok przerwy w szkole średniej, aby zrobić badania. Wówczas próbowałem leków uspokajających. Nie były to antydepresanty, ale były to leki, które uzależniały i miały na ciebie wpływ. Brałem je w młodym wieku i czułem się jakbym nie żył, wszystko było mi obojętne. Powiedziałem mamie, że po nich nie jestem sobą. Teraz nie mam tak wielu tików. Może teraz te leki byłyby dobrym rozwiązaniem, ale nie chcę próbować. Ludzie na wózkach inwalidzkich muszą nauczyć się z tym żyć, tak samo ja musiałem zmierzyć się z moją chorobą i się z nią zaprzyjaźnić. Gdy zostaliśmy przyjaciółmi, zrozumiałem, że nic ze mną nie jest nie tak. Oczywiście, na niektóre czynności, tj. nauka potrzebowałem więcej czasu, ale wciąż jestem normalnym człowiekiem. Nie mam postawionej diagnozy, że za kilka lat umrę czy coś podobnego. – dodaje.

„Im wyższy poziom adrenaliny tym mniej tików”

– Wszystkie tiki robię samodzielnie. Gdy jestem zrelaksowany to mogę kontrolować tiki. Jest to zabawne, ale im więcej adrenaliny się pojawia, tym bardziej zrelaksowany jestem. Oznacza to, że im wyższy poziom adrenaliny, tym mniej tików, gdyż wówczas mój mózg nie ma czasu na myślenie.
U części ludzi po ukończeniu 20 roku życia tiki maleją. U mnie jednak tak się nie stało. Tiki zależą od tego, jak sobie z nimi radzę. Im więcej adrenaliny w moim życiu, tym mniej tików.
Każdy myślał, że tiki miną z wiekiem, ale one narastały, szczególnie w stresujących sytuacjach. Kiedy coś działo się nie po mojej myśli byłem bardzo nerwowy, nawet jeśli była to drobnostka potrafiłem krzyczeć, przeklinać. – mówi.

Wielu twierdzi, że tiki wykonywane przez osoby z Zespołem Tourette’a są wykonywane przez nie nieświadomie. Gaj Trcek postanowił opowiedzieć jak to się dzieje.

„To ja jestem odpowiedzialny za tiki.”

– Każdy tik jest robiony przeze mnie. To ja jestem odpowiedzialny za nie. Gdybym nie miał ich pod kontrolą, nie byłbym w stanie prowadzić samochodu. Gdy jadę samochodem, mam je pod kontrolą przez określony okres czasu. Niemożliwe jest nie mieć tików przez cały dzień, ale da się je kontrolować, gdy robisz coś niebezpiecznego czy jeździsz samochodem. To trochę jak walka. Im więcej adrenaliny, tym mniej tików. Skoki są idealnym sportem dla takich ludzi jak ja. Gdybym grał w koszykówkę czy jeździł na rowerze to miałbym za dużo czasu do myślenia i tym samym więcej tików.
Nie mam pełnej kontroli nad tikami. Wiem, że kiedy muszę zrobić tik, a tego nie robię, powtórzy się to 10-15 razy, to kolejne dwa są zdecydowanie silniejsze. Podczas gdy skaczę, śpiewam czy jestem DJ-em, tiki znikają. Dlatego marzę, aby to uczucie, które mam podczas skoku trwało wiecznie, ale wiem również, że moje serce by eksplodowało. – tłumaczy Gaj Trcek.

Gaj postanowił, że zaprzyjaźni się ze swoją chorobą i będzie żyć normalnie. Duży wpływ na jego życie miała jego mama, która od początku traktowała go jak zdrowe dziecko, ufała mu i radziła, aby dążył w życiu do tego, czego pragnie.

„Zespół Tourette’a jest moim najlepszym przyjacielem, a zarazem największym wrogiem”

– Zespół Tourette’a jest moim najlepszym przyjacielem, a zarazem największym wrogiem. Walczę z nim cały czas, ale dzięki tej ciągłej walce, jestem silny i potrafię radzić sobie ze stresem w innych sytuacjach w życiu.
Kiedy chodziłem do szkoły, a tam było cicho, miałem o wiele więcej tików. Wówczas myślałem tylko o tym, aby nie przeszkadzać pozostałym. Rozmawiałem sam ze sobą, aby kontrolować tiki. Wiedziałem, że jak one się pojawią, to dzieci będą się śmiały. W związku z tym niewiele wynosiłem z lekcji. Jestem osobą, która musi ciągle być w ruchu. Gdy siedzę czy uczę się mój mózg zaczyna pracować i tiki są silniejsze.
Gdybym nie miał przy mnie mojej mamy byłbym stracony. Z nią jest inaczej. Rodzice są bardzo ważni. Jeśli wiedzą o chorobie, problemie i wiedzą jak sobie z tym radzić to jest dobrze. Źle jest jednak, jak traktują nas jak chorych i nie pozwalają na nic. Moja mama zawsze mówiła, że muszę być odważny, lepszy niż inni. To było to, co napędzało mnie w życiu.

W drugiej części Gaj Trcek opowie o zachowaniu swojego trenera, a takż o tym dlaczego sam postanowił zostać trenerem.

źródło: informacja własna
rozmawiała: Agnieszka Pająk