Łukasz Kruczek: „Chcemy utrzymać grupę bez zmian personalnych”

Autor: Katarzyna Służewska, Opublikowano:
Łukasz Kruczek

Sezon 2019/2020 to dla polskich skoczkiń pierwszy rok współpracy z Łukaszem Kruczkiem. Polski szkoleniowiec, który wcześniej współpracował z Włochami, pozytywnie ocenia ostatnie kilka miesięcy.

Katarzyna Służewska, WinterSzus.pl [K.S.]: Jak trener podsumuje miniony sezon zimowy – czy któraś z zawodniczek zaskoczyła trenera swoimi występami, formą, bądź któraś wypadła poniżej oczekiwań (chodzi zarówno o zawodniczki z kadry jak i spoza niej)?

Łukasz Kruczek [Ł.K.]: Ten pierwszy sezon naszej pracy miał za zadanie przede wszystkim stworzyć namiastkę zespołu, tak by więcej zawodniczek wprowadzić do rywalizacji międzynarodowej  i ten cel udało się w dużej mierze zrealizować. Mieliśmy trochę trudności, jeśli chodzi o oczekiwane postępy na skoczni, ale wynikły one poniekąd z trudności z jakimi borykał się cały świat skoków – z dostępnością obiektów do treningu w okresie grudzień – styczeń. W tym okresie, np. zawodniczki z rezerwy grupy nie miały szans na kontakt z śniegiem i treningami na skoczni, a to w okresie nauki techniki skakania jest najistotniejsze. Jeśli chodzi o całość grupy, to zrealizowała zadania tak jak oczekiwałem. Trochę niedosytu zostaje po startach, gdzie do finału w Pucharze Świata brakowało zawodniczkom tak niewiele, że wzbudzało to momentami złość.
Najważniejszą kwestią jest nastawienie zawodniczek, które są bardzo zmotywowane i zdolne do poświęceń by być lepszymi zawodniczkami.

K.S.: Swego czasu z bardzo dobrej strony prezentowała się Paulina Cieślar. Czy może trener zdradzić co się aktualnie dzieje z tą zawodniczką? Czy chodzi nadal o sprawy związane z problemami z kręgosłupem?

Ł.K.: Nie jestem fachowcem w tej materii, ale z kręgosłupem problemów nie było. Zawodniczka otrzymała zdolność do uprawiania sportu, zaczęła skakać, ale pojawiły się kolejne drobne kontuzje, które eliminowały ją z treningu. Tyle mogę na ten temat powiedzieć.

K.S.: Oprócz startów w zawodach PŚ, docelową imprezą dla zawodniczek były MŚJ, z których wróciliście bez medali. Czy tutaj raczej zabrakło szczęścia czy jednak forma zawodniczek nie do końca pozwoliła na zdobycie medali?

Ł.K.: Zawody były „paskudnie” loteryjne. Oczywiście skoki takie są, ale szkoda że tego typu pogoda trafiła się w zawodach mistrzowskich. Zawodniczki wypełniły większość celów wynikowych jakie przed nimi zostały na wiosnę postawione, więc mimo iż medalu nie było start w zawodach był udany. Z dyspozycją nie mieliśmy problemów. Zrealizowaliśmy w pełni i przy dobrych warunkach ostatnie przygotowania i na miejscu byliśmy gotowi.

K.S.: Podczas MŚJ na skocznię powróciła Kamila Karpiel. Czy można już śmiało powiedzieć, że kontuzja kolana poszła (na chwilę obecną) w niepamięć? Czy był to swego rodzaju sprawdzian na ile poskutkowała rehabilitacji i Kamila może powrócić do normalnych treningów z pozostałymi dziewczynami?

Ł.K.: Kamila rozpoczęła treningi już wcześniej, ona też w pewnym sensie dotknięta została problemami z obiektami. Była już gotowa do skakania, ale warunki  nie pozwalały powrócić na skocznie. Kolano jest wyleczone, ale jak lekarz mówi jeszcze będzie przez jakiś czas odczuwała skutki, dużej co bądź kontuzji i trzeba ją bacznie obserwować.

 K.S.: Liderką w kadrze kobiet jest Kinga Rajda. Czy uważa Pan, że Kinga poradziłaby sobie w obecnej formie już na skoczni mamuciej? I czy będzie pan zabiegał o to, aby w najbliższym czasie spróbowała swoich sił na mamucie?

Ł.K.: Spokojnie nie miałbym obaw o jej skok. Jest fantastyczna w fazie lotu, bardzo zdecydowana co procentuje im skocznia jest większa. Czy będę zabiegał? Nie mam takich kompetencji, od tego wszystkiego są regulacje FIS i trener, czy zawodnik nie ma tutaj w tej kwestii nic do powiedzenia.

K.S.: Można śmiało powiedzieć, że miniona zima była dla Rajdy sezonem życia. Co zatem udało się poprawić w kwestiach mentalnych i technicznych u zawodniczki, że udało się ją „odblokować” a jej skoki stały się naprawdę dobre i powtarzalne?

Ł.K.: Jestem przekonany, że “sezon życia” dopiero przed Kingą. Przede wszystkim Kinga się uspokoiła w każdym obszarze. Przede wszystkim zaufała obranej drodze treningowej i organizacyjnej.
Ważną kwestią była też zmiana objętości i intensywności treningu, obudził się organizm który nie był zmęczony. Jest to warunek konieczny do tego by kwestie techniczne mogły być realizowane. Czasami można było mieć wrażenie, że treningu jest mało, ale efekt i kontrola była lepsza. Mimo wszystko cały czas jeszcze jest sporo elementów, które można poprawić, by ten proces funkcjonował jeszcze lepiej.

K.S.: Czy szykują się jakieś zmiany personalne w składzie kadry na kolejny sezon? Czy ktoś z tej grupy „wsparcia” z SMS ma szansę dołączyć oficjalnie do kadry?

Ł.K.: Chcemy utrzymać grupę bez zmian personalnych, w rezerwie chcemy drobne korekty, ale to wszystko musi zostać zatwierdzone przez Zarząd PZN. Grupa wsparcia z założenia powinna być szkolona w zakresie SMS – to jest główne zadanie SMS.

K.S.: Jakie macie plany treningowe po powrocie do „normalnego” życia po epidemii koronawirusa? Na czym będziecie się wówczas najbardziej skupiać? I czy już wiesz, że bardzo będziecie musieli owe plany pozmieniać?

Ł.K.: Zawodniczki od razu po zakończeniu sezonu rozpoczęły proces aktywnej regeneracji, oczywiście w ograniczonym zakresie. Początkiem tygodnia rozpoczynamy treningi motoryczne. Aktualnie się organizujemy, tak by być przygotowanym na wszelkie utrudnienia, które jeszcze mogą nas i wszystkich dookoła spotkać. Dla nas największym utrudnieniem może być brak dostępności skoczni. Dla doświadczonych i technicznie ułożonych zawodniczek nie będzie to dużym problemem, ale zawodniczki mało doświadczone potrzebują skoczni. Nie można sobie pozwolić na zbyt długą przerwą.
Co do planów, czy będzie je trzeba zmieniać? Raczej na pewno, ale czekamy też na ruch FIS z kalendarzami i przede wszystkim na to jak będzie rozwijać się sytuacja w kraju i w Europie.

Źródło: informacja własna