Gaj Trcek – skoczek z Zespołem Tourette’a [cz.3.]

Autor: Aga Pająk, Opublikowano:
gaj trcek

Gaj Trcek to 32-letni Słoweniec, który cierpi na Zespół Tourette’a. Mimo choroby nie przestał trenować skoków narciarskich, a w 2008 roku w Planicy uzyskał 193 metry.

Początki nie były łatwe. W wieku 9 lat postawiona została diagnoza – Zespół Tourette’a. Wielu rodziców na pewno nigdy nie zgodziłoby się, aby ich dziecko próbowało swoich sił w tak niebezpiecznym i nieprzewidywalnym sporcie, ale nie mama Gaja, której do dziś jest on za to niezmiernie wdzięczny.

W pierwszej części „Gaj Trcek – skoczek z Zespołem Tourette’a” poznaliście szczegóły dotyczące diagnozy. Możecie ją przeczytać TUTAJ. W drugiej przedstawiliśmy Wam zachowanie trenera, a także powody dla których Gaj sam z nich został. [TUTAJ]Dziś przeczytacie o najważniejszym momencie w jego karierze – locie w Planicy, a także przygodzie w X-Factor i fundacji.

Przed pierwszym lotem na skoczni mamuciej w Planicy nie odbyło się bez problemów, dyskusji. Ostatecznie pozwolono mu na skok.

„Nie chcieli, abym skakał w Planicy z powodu Zespołu Tourette’a”

-W 2008 roku, gdy trener zgłosił mnie, abym był przedskoczkiem w Planicy pojawił się problem. Inny szkoleniowiec nie chciał mi pozwolić, abym skakał na skoczni do lotów narciarskich z powodu Zespołu Tourette’a. Bali się, że coś mi się stanie. Wówczas mój trener wstawił się za mną, że jeśli coś się stanie to obetnie sobie obie ręce. Pozwolił mi skoczyć. Osiągnąłem tego dnia drugi wynik. Skoczyłem 193 metry i wszyscy zaczęli się zastanawiać kim jestem.
Na dole skoczni czekała moja mama, która wiedziała przez jak wiele musiałem przejść w życiu, ile złych rzeczy mnie spotkało. Po skoku oboje mieliśmy łzy w oczach. Płakaliśmy. To był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Czułem się, jakbym właśnie zdobył Mistrzostwo Świata. Wciąż mam nagranie z tego skoku. Możesz tam usłyszeć jak ludzie krzyczą. Dla mnie to było coś wielkiego.
Później organizatorzy chcieli, abym był przedskoczkiem w każdym konkursie tego roku. Nie zgodziłem się, bo najpierw powiedzieli, że nie mogę skakać, że jestem zbyt słaby… Było mi wtedy ciężko, bo trener nie rozumiał mojej choroby. Myślał, że nie mam kontroli nad tikami, co nie jest prawdą, bo jeśli poznasz swoją chorobę to masz świadomość tików. – wspomina Gaj Trcek.

„Zgody na skok w Planicy udzielili mi trener i mama”

– Do czasu lotów w Planicy nie potrzebowałem żadnego zaświadczenia od lekarza, aby skakać. W Planicy jednak pojawił się strach. Tam jednak też nie miałem zgody od lekarza. Zgody na skok w Planicy udzielili mi trener i mama.
Lekarz nie wie co się stanie, gdy skoczysz, więc nie może powiedzieć jasno tak lub nie. Może powiedzieć, że potrzebujesz więcej czasu na egzaminie w szkole itd., ale nie wie co wydarzy się na skoczni. Lekarz nie jest skoczkiem i nie ma Zespołu Tourette’a, więc może tylko powiedzieć, że lepiej jest, żebyś tego nie robił. – tłumaczy.

Za każdym razem jak słyszałem śmiech, czułem się jakby ktoś wbijał mi nóż w serce.”

-To było najtrudniejsze, ponieważ za każdym razem jak ktoś jest inny, ludzie lubią się z tego śmiać. Szczególnie wtedy, kiedy jest to choroba taka jak Zespół Tourette’a, który potrafi rozbawić. Nie wiem dlaczego, ale myślę że dzięki mojej osobowości i temu kim jestem, nie pozwoliłem im się ze mnie śmiać.
To też dzięki mojej mamie, która ciągle mówiła mi, że muszę być odważny i walczyć o siebie.
Potrafiłem żartować, ale nie żartowałem ze swojej choroby. Robiłem żarty z nauczycielami, a wtedy wszyscy się śmiali. W końcu zobaczyli, że jestem zabawny i że jestem normalny. Wtedy zaczęli mnie traktować tak samo, jak innych i powiedzieli, że moja inność im nie przeszkadza. Ale to dzięki temu, że nie byłem nieśmiały i się nie bałem. Powiedziałem wprost kim jestem, powiedziałem że mogą to zaakceptować lub nie.
W tamtym czasie byłem bardzo odważny, ale bywało też że płakałem. Wiele razy, nawet inni skoczkowie, gdy się rozgrzewali, śmiali się ze mnie. Bolało mnie to. Za każdym razem jak słyszałem śmiech, czułem się jakby ktoś wbijał mi nóż w serce. Ale to trwało kilka sekund. Taki byłem. Gdyby widzieli, że płacze byłoby jeszcze gorzej, myśleliby że jestem mięczakiem, a wtedy trener powinien się tym zająć.

Poza skokami Gaj Trcek pasjonuje się muzyką. Wystąpił m.in. w słoweńskiej edycji programu X-Factor, gdzie awansował do finału. Dzięki temu mógł pokazać także kolegom ze skoczni, że nie używał narkotyków, jak wielu myślało, a ma Zespół Tourette’a.

„W X-factorze zrozumiałem, że w jakiś sposób mogę „zareklamować” Zespół Tourette’a”

-Podczas gdy byłem w X-factorze zrozumiałem, że w jakiś sposób mogę „zareklamować” Zespół Tourette’a. Po moim występie ludzie zaczęli dzwonić, że mają syna cierpiącego na tą samą chorobę, czy mogę im pomóc itd. Później ruszyliśmy z fundacją, która w chwili obecnej stoi w miejscu. Wówczas wielu rodziców kontaktowało się z nami w sprawie dzieci, byli wdzięczni, że ktoś otwarcie powiedział o tej chorobie i pokazał, że jest normalny. To było to o co mi chodziło. Wiedziałem, że nie wygram programu, ale chciałem coś przekazać ludziom. To, co zrobiłem było pomocne dla wielu. Tego dnia także świat skoków narciarskich zaczął rozumieć kim jestem i z czym się zmagam. Oni się ze mnie nieśmiali, ale patrzyli na mnie inaczej, jakbym był nikim, ale nie pozwoliłem im się złamać. Myślę, że mimo tego iż moje wyniki nie były znaczące, świat skoków wciąż o mnie pamięta. Teraz jestem w Planicy, pomagam przy organizacji. Myślę, że ludzie zrozumieli, że nie byłem inny, nic złego się ze mną nie działo i w końcu uwierzyli, że nie byłem pod wpływem narkotyków jak wielu myślało. – mówi.

„Jeśli ludzie chcą pomóc innym to inni stają im na przeszkodzie”

Myślałem, że zgłosi się większa ilość osób. Wiedziałem, że ludzie nie mają pojęcia o Zespole Tourette’a. Wiedziałem, że jeśli powiem o tym problemie w telewizji, więcej ludzi się ujawni. Pojawiło się zaledwie kilka osób. Mieliśmy spotkania, fundacja wciąż działa, ale tak jak wszędzie na świecie, jeśli ludzie chcą pomóc innym to inni stają im na przeszkodzie. Dlatego postanowiłem się odsunąć. Nikt mnie nie słuchał, zaczęli siętam pojawiać ludzie, którzy nie mieli Zespołu Tourette’a. Odszedłem. Powiedziałem, że jeśli ktoś będzie potrzebował pomocy, pomogę. Ale nic nie ruszyło. Może w przyszłości uda mi się zdziałać coś jeszcze.

źródło: informacja własna
rozmawiała: Agnieszka Pająk