FIS szykuje zmiany w przepisach. Polacy mogą na nich zyskać

Autor: Martyna Nowicka, Opublikowano:
FIS

Międzynarodowa Federacja Narciarska wraz gronem ekspertów doszła do porozumienia w kwestii zmian przepisów na zbliżający się sezon zimowy. Regulację obejmą między innymi wkładki, szycie kombinezonów czy smarowanie nart.

Wyniki w skokach narciarskich są uzależnione w dużej mierze od sprzętu, który często jest gorącym tematem wśród zawodników, trenerów czy kibiców. W ostatnich kilku latach mieliśmy do czynienia z ponad dwudziestoma kontuzjami więzadeł krzyżowych, co zmusiło władze FIS do regulacji przepisów dotyczących wkładek, jakie stosowane są w butach skoczków. Zadaniem nowych przepisów jest ukrócenie wolnej ręki, która mogła doprowadzić do wielu groźnych kontuzji . W minionym sezonie zimowym kontuzji więzadeł ulegli Thomas Aasen Markeng oraz Stephan Leyhe, a kilka urazów zdarzyło się także u kobiet.

Pozytywnie na temat zmian w przepisach dotyczących wkładek wypowiedział się Maciej Kot, który uważa to za krok w kierunku zatrzymania wojny technologicznej. Skoczek z Zakopanego przyznał, że wkładki zaczęły powodować niebezpieczeństwo dlatego, że ich zewnętrzna strona była grubsza, co przełożyło się na utrudnianie lądowania. Kot obrazuje,że część zawodników lądowało „koślawie”, co było niedobre dla zdrowia, gdyż powodowało większe obciążenia, a z drugiej strony inne problemy przy lądowaniu – odjeżdżanie nart, przez co nie trudno o upadek. Reprezentant AZS Zakopane dodał, że przed erą wkładek stopa miała więcej swobody w bucie, teraz jest usztywniona, co jest przyczyną kontuzji.

Wkładki wykonywane są np. z korka oraz twardej pianki, teraz będą musiały mieć odpowiednią grubość, która musi się mieścić w granicach 4,5 – 5,5 centymetra. Dodatkową cechą jaką będą musiały spełniać to symetryczny kształt, co do tej pory nie było regułą. Te zmiany mają sprawić, aby nogą, która znajduję się bardziej z tyłu w trakcie wykonywania telemarku nie będzie narażona na tak duże obciążenie. Kontroler sprzętu będzie mógł sprawdzić każdą wkładkę przymierzając ją do szablonu, który będzie wycięty z tworzywa sztucznego. Maciej Kot przyznaje, że to była luka w ostatnich latach, która umożliwiała na duże pole manewru. Zakopiańczyk mówi, że przez lata wkłady były niedoceniane, były sezony, że jedni skakali z nimi, inni bez. Wkładki z czasem robiły się coraz większe, asymetryczne, krzywe, zdarzało się, że oplatały całą łydkę. Kot dodał, że robiła się z tego mocno rozwinięta technologia.

W polskiej kadrze osobą, która jest odpowiedzialna za przygotowanie wkładek do butów jest Andrzej Zapotoczny, który od roku dzierży stanowisko trenera technicznego. Maciej Kot wspomina, że przez lata pracy Stefana Horngachera wykonywał je Matthias Proddinger, a teraz starają się robić je sami. Podkreśla, że jest to bardzo trudne zadanie – konieczne jest szukanie odpowiednich materiałów, co często wiąże się z wieloma godzinami spędzonymi z warsztacie. Skoczek z Zakopanego przyznaje, że teraz są mądrzejsi o doświadczenia z poprzedniego sezonu, co powinno ułatwić pracę. Ponad to jest pomoc z zewnętrznych polskich firm, więc są odpowiedni ludzie, aby wszystko przygotować.

Zmiany będą dotyczyły także kombinezonów, które często były gorącym tematem. Nowe przepisy mają utrudnić kombinowanie i naciąganie strojów przez zawodników. Zimą dużo mówiło się o przypadku Stefana Krafta, który podczas jednego z konkursów w Rasnovie rozciągał kombinezon na chwilę przed kontrolą. Robił to łapiąc materiał w okolicy brzucha i energicznie pociągał w dół. Teraz FIS chce zaprzestać takim zachowaniom. Pomóc ma w tym wyeliminowanie szwu, który do tej pory znajdował się w okolicy krocza skoczka narciarskiego (pod zasuwakiem). Dzięki temu użyty tam materiał będzie stanowił całość i nie będzie osłabiany przez szew.

Kolejną kwestią którą dotkną nowe przepisy są smarowania nart. Międzynarodowa Federacja Narciarska była zmuszona zareagować na rozporządzenie unijne dotyczące zakazu używania fluoru. Był on do tej pory jednym ze składników wosków do smarowania nart. Władze FIS zadecydowały o zakazie ich używania w nadchodzącym sezonie zimowym, a kilku firmom zostało zlecone przygotowanie aparatury, która pozwoli na bezdotykowe zbadanie czy fluor przypadkiem nie został użyty przy smarowaniu nart.

Serwismen polskiej kadry Kacper Skrobot wyjaśnił na czym polega problem z fluorem, którego temat przewijał się już od dłuższego czasu, ale dopiero teraz federacja wzięła się poważnie za temat. Skrobot mówi, że wycofanie fluoru było spowodowane jego negatywnym wpływem na środowisko oraz osoby pracujące przy przygotowywaniu nart. Dodał, że serwismeni muszą zabezpieczać się specjalnymi maskami, kiedy go używają. Uważa on, że zmiana bardziej niż w skoki uderzy w biegi narciarskie, gdzie stosowany jest on w wielu odmianach w postaci proszków.

Ostatnie miesiące przyniosły wiele spekulacji na temat Norwegów, którzy już od jakiegoś czasy przygotowywali ogromne zapasy wosków z fluorem, ze względu na stopniowe wycofywanie się firm z produkcji takich smarów. Oczywiście było to robione głównie pod kątem biegów narciarskich, gdyż Norwegowie słyną z świetnych i mocno rozbudowanych sztabów serwismanów. Nie przypuszczali jednak, że FIS zakaże używania fluoru i że będzie to weryfikowane przed startami. Jeśli pogłoski o zgromadzonych zapasach okażą się prawdą, to większość z nich będzie musiała zostać poddana utylizacji.

źródło: sport.pl